Kardynał Dziwisz stwierdził, iż "wszelkie formy zapłodnienia poza organizmem matki - zapłodnienia in vitro - są moralnie niegodziwe". A dodatkowo miał powiedzieć iż: "metoda in vitro sprzeciwia się również godności ludzkiej, zarówno rodziców, jak i poczętego dziecka, ponieważ dziecko zostaje powołane do życia poza aktem małżeńskim jako znakiem wzajemnej miłości".
Dla porządku - nie neguje prawa kardynała do głoszenia takich poglądów. Ma prawo nazywać moralnym niegodziwcem każdego kogo chce. Oznacza to jednak, iż każdy ma prawo zrewanżować się identycznym epitetem w jego kierunku. Jego słowa, sprzeciw wobec in vitro jest zwykła niegodziwością i to w dodatku z tych okrutnych. Okrucieństwo polega tu na tym, iż chce on wywrzeć presje na ludzi (a zwłaszcza posłów) aby zablokować możliwość wykorzystania tej metody przez licznych potrzebujących (Dziwisz jest przeciw jakimkolwiek "kompromisom" w tej materii).
Żaden kardynał, żadnego kościoła nie ma prawa do narzucana innym ludziom swoich poglądów w tego rodzaju sprawach. Jeśli jego poglądy trafią do innych do będzie to jego "duszpasterski" sukces. Ale sukces ten nie powinien zaistnieć dzięki presji Państwa. Bo taki sukces jest il tylko opresyjnym aktem złej woli moralnie niegodziwego człowieka.
Nigdy nie mogłem zrozumieć strachu Kościoła Katolickiego jeśli chodzi o jego wiernych w takich sprawach jak aborcja czy in vitro. Wegetarianie jakoś nie tępią tych co jedzą mięso za pomocą ustaw. Jak ktoś wierzy w coś to się będzie do tego stosował. A jak nie to żaden kardynał nie ma tu nic do roboty.
Kardynał takich jak ja - zwolenników in vitro - nazywa niegodziwymi moralnie. Pozwólcie, że nazwę go tak równie niegodziwym i to z tych nadzwyczaj okrutnych i bez serca.
Żródło: http://wiadomosci.onet.pl/1887512,11,kard_dziwisz_in_vitro_jest_moralnie_niegodziwe,item.html
Moralna niegodziwość kardynała Dziwisza
-
hmm
-
moralna
pierwsze co mi przyszło do głowy.....jeszcze jeden urzędas .
-
razem czy oddzielnie
"Nigdy nie mogłem zrozumieć strachu Kościoła Katolickiego jeśli chodzi o jego wiernych w takich sprawach jak ABORCJA czy IN VITRO"
Tak Pan sobie laczy w jednym zdaniu te dwa dzialania? Wrzuca je Pan do jednego worka? Dla Pana one do jednego zbioru naleza?
-
Autor
Dla porządku - nie neguje prawa kardynała do głoszenia takich poglądów. [..]. Oznacza to jednak, iż każdy ma prawo zrewanżować się identycznym epitetem w jego kierunku.
To mi przypomina Kubusia Puchatka. Szło jakoś tak: "-Masz rację Prosiaczku [...] -Masz rację Kłapouchy. -Alez obaj nie mogą miec racji! - zauważył Królik. - Masz rację , Króliku -powiedział Puchatek. ". Pan ma podobnie do Puchatka. To się nazywa derridyzm. Nie jest więc prawdą, że "każdy ma prawo zrewanżować się podobnym epitetem" (epitetem??). Ktoś wygłaszający sądy opiera się na pewnych aksjomatach, stanowiących "system wartości". TYlko wówczas, jesli potrafi logicznie uzasadnić swój wywód "ma prawo zrewanżowac się" . Ów system wartości może być niespójny, być pseudo-systemem (co można wykazać poprzez wskazanie jego "wewnętrznej sprzeczności"). Innymi słowy, bynajmniej nie każdy "ma prawo zrewanżować się", każdy ma możliwość, ale nie prawo.
Żaden kardynał, żadnego kościoła nie ma prawa do narzucana innym ludziom swoich poglądów w tego rodzaju sprawach.
Biskup KK ma obowiązek przypominania o nauce KK w kwestiach wiary i moralności. Więcej, ma obowiązek w określonych przypadkach ogłosić ekskomunike (na mocy prawa, tj. niezależną od jego woli) osób naruszających podstawowe nauki KK. Żałuję, że hierarchia KK od tego obowiązku powszechnie odstępuje.
Logika, szanowny Panie....
-
@
Widoczny jest pewien rozziew pomiędzy wypowiedziami polskich biskupów o in vitro, szczególnie w warstwie interpretowania tego jako niegodziwości (czy ludzi z ta akcją powiązanych). Istnieje też wyraźny rozziew w wykorzystywaniu pozycji Koscioła do piętnowania 'niewygodnych', choć przecież niekoniecznie przeciwników. Kard. Dziwisz poszedł po ścianach kruchty bez trzymanki.
-
Ascetyczne oblicze Dziwisza ...
Nie należy ufać tłustym biskupom o zwisających wolach pod brodą. Ich wygląd świadczy o tym, że mają gdzieś swoje "prawdy".
-
STS: z logką akurat jest ok
Biskup KK ma prawa a i pewnie obowiązke aby nawoływać swoich wiernych do takiego albo innego zachowania. Czyli np do tego aby poseł czy posłanka nigdy w swojej rodzinie in vitro nie stosowali, nawet jesli jest to ich jedyna szansa na potomstwo. Tak nakazuje ta przedziwna wiara stawiajaca komórki macierzyste wyżej niż człowieka.
Ale biskuk KK nie ma prawa oczekiwać od posła aby ustalał prawa zmuszające wszystkich do przesrzegania tego rodzaju zasad.
-
@Autor
Chyba posuwa się Pan za daleko! Każdy biskup każdego Kościoła, ba, każdy wierny każdego Kościoła, ma prawo bronić zasad, które wyznaje. O ile mi wiadomo, Kardynał Dziwisz, nie poleca palić na stosie par, które skorzystają z in vitro, a jedynie wskazuje na niegodziwość moralną tej metody, która jest sprzeczna zasadami moralnymi , jakie wyznaje Kościół katolicki odnośnie obrony każdego życia. Nikt nie odbiera nikomu prawa do rodzicielstwa, ale różne mogą być formy tego rodzicielstwa (niekoniecznie biologiczne). Jesli para potencjalnych rodziców nie może powołac do istnienia nowego życie, bez usmiercenia przy tej okazji kilku, kilkunastu czy kilkudziesieciu innych istnien ludzkich (a tak się dzieje przy in vitro) czy nie byłoby lepiej po prostu aadaptować jedno z niechcianych, juz żyjących dieci? Może więc lepiej tak spojrzeć na ten problem a nie oburzać się, że człowiek kierujący się w życiu Dekalogiem (tak na serio) nie chce brać współodpowiedzialności poprzez współfinansowanie czynu, który uważa za moralnie niegodziwy, czyli inaczej mówiąc - zły?
-
@Autorze
Czyżby bał Pan się, że Kościół, z którym media i postepowcy tak walczą ma jednak znaczący wpływ? Nie może być!? A tak konkretnie to z punktu widzenia katolicyzmu in vitro jest złe. Koniec i kropka. Dla katolika - osoby wierzącej - temat powinien być zakończony, a dla ateisty słowa kardynała Dziwisza nie powinny miec żadnego znaczenia. Ale tak nie jest dla ateistów. Ich poglądy muszą być poglądami wszystkich, a kto się z nimi nie zgadza jest na różne sposoby obrzucany błotem. Tak niestety macie... Ale bardzo dobrze, że Kościół w Polsce jest mocny. Między innymi dzięki Kosiołowi nie mamy pedalskich małżeństw, adopcji dzieci przez nich itp.
-
@Autor
I jeszcze jedno. Pisze Pan "Ale biskup KK nie ma prawa oczekiwać od posła aby ustalał prawa zmuszające wszystkich do przesrzegania tego rodzaju zasad". I tu się Pan myli. Własnie dlatego głosowałem na posła-katolika, że spodziewałem się, że będzie usiłował przegłosować prawa zgodne z jego i moim światopoglądem. Pan miał takie samo prawo. Tez mógł pan glosowac na kogoś, kogo poglądy są zbieżne z pańskimi. Ostatecznie zadecyduje liczba oddanych głosów, prawda? Czyz nie takie są zasady demokracji?
-
woodya
"Nigdy nie mogłem zrozumieć strachu Kościoła Katolickiego jeśli chodzi o jego wiernych w takich sprawach jak aborcja czy in vitro. "
No tak, ajatollah może, rabin może a biskup nie może upominać wiernych. W życiu trzeba wybierać, więc albo jest się katolikiem i słucha się głosu biskupów albo nie i wtedy można robić co się chce. Episkopat to grono fachowców od sumień i nauki kościoła a wielu uważa że, to oni wiedzą lepiej. To tak jakby każdy mógł być krawcem czy szewcem a wiara to znacznie poważniejsza sprawa.
-
Galiusz: To niestety Pan sie myli
To o czym Pan pisze nie ma nic wspólnego z demokracją. Ja nie mam żadnego prawa aby uchwalić ustawę (gdybym został posłem) nakazująca stosować in-vitro w sytuacji kiedy inne metody zawiodą. I to mimo moich przekonań czy wierzeń. Analogicznie ma się sprawa z posłem "katolickim" - nie ma on prawa ustawą narzucać swoich przekonanń, namwiać do nich tak ale nie siła zmuszać innych.
Demokracja nie polega na tym że 50%+1 może narzucić dowolny pogląd, z zakresu własnych wierzeń i imiganicji, całej reszcie. Demokrcja polega na tym iż ma Pan prawo, zagwarantowane ustawą czy konstytucją, aby nikt Pana nie zmuszał do postępowania wbrew swojej wierze czy przekonanio. Czyli nie chce Pan in-vitro w swojej rodzinie? Pana sprawa. Ale Sejm nie ma nic do tego. Inaczje będziemy żyć w czymś na kształt Iranu a nie w demokracji
-
Truteń: Biskup może upominać
Proszę łaskawie rozróżnić upominanie od ustawy. Dziwisz może mówić co chce i jak chce ale nie ma prawa, w sytuacji gdy nasz kraj nie jest teokracją tylko demokracją i panuj roździał kościoła od Państwa, oczekiwać iż jego sądy staną się podstawą ustaw.
Rolą biskupów jest namawianie swoich wiernych do jakiegoś postępowania w Kościele czy w mediach. Ale nie poprzez ustawy. Zresztą: jaką wartość ma wierny który nie wierzy ale ze strachu przed więzieniem postępuje tak jak sobie biskup życzy?
-
@woodya
"Demokrcja polega na tym iż ma Pan prawo, zagwarantowane ustawą czy konstytucją, aby nikt Pana nie zmuszał do postępowania wbrew swojej wierze czy przekonanio."
Ale ja mimo, że nie uczestniczę w tym procederze jestem zmuszany do partycypowania w jego kosztach czy to mi sie podoba, czy też nie...
-
Marcin Raczka: Polska to nie teokracja
1. Proszę zważać na język na moim blogu
2. I proszę czytać ze zrozumieniem - katolik jak nie chce in vitro to tego nie zrobi. I tyle. Jeśli kościół KK jest na tyle silny aby stawiać wyżej zarodek niż człowieka to jego sprawa. Dla mnie jest to dziwne i niegodziwe ale rzeczywiście mi nic do tego
Ale ustawy nie bazują na prawie kościelnym i Kościół nie ma prawa narzucać nikomu niczego. Ja nigdy nie będę Pan narzucał tego aby skorzystał Pan z in - vitro. I tyle.
-
woodya
Bredzisz człowieku i dzięki takim "mądralom" jak ty KK jest opluwany na każdym kroku. Katolik musi stosować naukę kościoła także a nawet szczególnie podczas tworzenia prawa pod kątem jego zgodności z prawem naturalnym. Uczmy się od innych np. Izraelczyków.
-
Polska demokracja jeszcze dlugo bedzie sie musiala bronic
przed zapedami wszelskiego rodzaju, nazwijmy to, autorytaryzmow.
Pamietam z poczatkow lat dziewiecdziesiatych taki dowcip rysunkowy: facet otwiera drzwi od mieszkania, a tam stoi ksiadz z policjantem i pokazuja facetowi pismo, "mamy nakaz Kolędy".
Byloby smieszne, gdyby nie to, ze prawie prawda i ze taka sytuacja wielu ludziom sie marzy.
-
Marcin Raczka 2 koszty
Ok ale to już inna sprawa. Niech Pan w takim razie napisze, że co innego prawo do in-vitro (gejowskich małżenstw, aborcji itd) a co innego koszty. I tu jest pole do dyskusji jak to roztrzygnać i to dyskusji uprawnionej. I ja się zgadzam z tym aby nie płacić jak się uważa coś za niemorlane czy sprzeczne z zasadami jakie się wyznaje, i daltego do współfinansowania in-vitro Pana nie chcę zmuszać. Oczywiście tyczy się to całej masy spraw - od ulg podatkowych na różnego rodzaju kościoły po dofinansowanie antykoncepcji. Ale jak mówię - to jest pole do debaty a nie na siłe zmuszanie kogoś aby wierzył w to samo co Pan.
-
Woodya
Zgadzam się z kard.Dziwiszem, bo to jest morfalnie niegodziwe.
-
@woodya
Mi wydaje się, że sprawa lezy przede wszystkim u - w jakiś sposób - nienormalnych podstaw.Nie można konstytucyjnie gwarantować prawa do dziecka. Dziecko jest darem, a nie konstytucyjnym dobrem (prawem), meblem, chęcią, spełnieniem SIĘ (akcent na "SIĘ").
Pozdrawiam
-
hmm
Kościół, jego funkcjonariusze i wierni, wykazują zdumiewający brak pokory. Co jest szczególnie zadziwiające, jeżeli spojrzymy na jego historię. Co np. powiedziałby o eutanazji średniowieczny mnich, skracający męki śmiertelnie rannym rycerzom przy pomocy mizerykordii?
Ale oczywiście to wszystko błędy przeszłości. Teraz wiemy lepiej i potrafimy interpretować Pismo jak należy, Ziemia krąży wokół Słońca, koty nie są demonami, poganie nie znający Jezusa też moga trafić do Nieba, a in vitro to Zło... do następnej jedynie słusznej interpretacji, oczywiście.
-
O zapłodnieniu in vitro i statusie embrionu w katolicyzmie
1. PRZYCZYNY KATOLICKIEGO POTĘPIENIA ZABIEGU ZAPŁODNIENIA IN VITRO
Metoda IVF nie wymaga generowania - a następnie utylizowania lub bezterminowego przetrzymywania w zamrożeniu - redundantnych zarodków.
Zwykle robi się to - tj. generuje od razu ok. 8 embrionów - aby uniknąć powtarzania kosztownej i dolegliwej procedury IVF (indukowana hiperowulacja; chirurgiczne pobranie owulowanych oocytów; przygotowanie gamet do zapłodnienia; samo zapłodnienie in vitro; wstępna hodowla i selekcja zarodków in vitro) w razie jej niepowodzenia, które przytrafia się w 60-70% przypadków, mimo jednoczesnego transferu 2-3 zarodków. Jeśli ciąża się nie przyjmie, można zwyczajnie odmrozić zapasowe zarodki i powtórzyć procedurę implantacji szybko, tanio i bez konieczności hormonalnego wymuszania kolejnych hiperowulacji.
Jednak jeśli kobietę na to stać - i nie ma ona obiekcji wobec kolejnych hiperowulacji - może zrezygnować z tworzenia zarodków zapasowych. Może też być tak, że nawet w przypadku sukcesu pierwszego IVF kobieta chciałaby w przyszłości zajść w kolejne ciąże, wykorzystując przechowywane do tego czasu redundantne embriony.
Tak więc niszczenie zarodków zapasowych nie jest wcale immanentną cechą zabiegu IVF. Zresztą, jeśli nawet dochodzi do ich uśmiercenia, to - w odróżnieniu od aborcji - dotyczy to tylko zarodków kilkudniowych, na poziomie bruzdkowania, ostatecznie blastuli.
Także selekcja przedimplantacyjna to wyłącznie kwetia wyboru kobiety poddającej się zabiegowi, a nie immanentna cecha zabiegu IVF.
Niestety, wygląda na to, że to wcale nie łatwa do uniknięcia utylizacja redundantnych zarodków jest fundamentalną przyczyną sprzeciwu Kościoła wobec IVF. Przyglądając się katolickiej argumentacji przeciwko IVF nie da się nie zauważyć teurgicznej natury tej religii. Faryzejski sprzeciw wobec IVF opiera się na przesłankach czysto szamańskich - przekonaniu, że miejsce i sposób zdeponowania ejakulatu wywiera jakiś magiczny wpływ na losy i status moralny poczętego tym ejakulatem człowieka [analogicznie astrologowie wierzą, że taki wpływ ma data/współrzędne geograficzne porodu]. Moralistyczno-godnościowy bełkot, którym raczą nas różni apologeci, najwyraźniej ma na celu jedynie "ukrycie" tego wstydliwego (?) prymitywizmu.
Sam stoczyłem niezwykle długą dyskusję z panem Maciejem Brachowiczem z Klubu Jagiellońskiego, który na serio bronił tej teurgicznej tezy, choć wił się jak piskorz, by wprost tego nie przyznać. [1] Inny "jagielloński konserwatysta" - babelstein - także jej bronił [2], dowodząc że warunkiem szczęści rodziny jest poczęcie dziecka w akcie koniecznie obejmującym 3 elementy: "erectio membri virilis; penetratio esti partialis vagine mulieris; ibique seminis depositio, seclusa qualibet investigatione circa naturam ipsius liquidi seminalis"...
Tak więc wygląda na to, że nie ewentualna śmierć redundantnych embrionów, lecz geograficzna lokalizacja wytrysku nasienia, jest tą fundamentalną kwestią przesądzającą o katolickim sprzeciwie wobec zapłodnienia in vitro.
Kolejną przesłanką, która za tym przemawia, jest fakt, że Kościół zdawał się okazywać [słowami samego kard. Ratzingera w "The Congregation for the Doctrine of the Faith, Instructions on Respect for Human Life in its Origin and on the Dignity of Procreation", Vatican City, Vatican Polyglot Press, 1987] względną przychylność do specjalnej wersji metody wspomaganego zapłodnienia zwanej GIFT (Gamete IntraFallopian Transfer), mimo iż klasyczne IVF niezmiennie potępiał.
IVF, prezerwatywy i masturbacja są złe, ale metoda GIFT już niekoniecznie; w metodzie tej wszystkie zapłodnione jaja kieruje się do implantacji (nie ma "złej" eksterminacji redundantnych zarodków), zapłodnienie następuje w jajowodzie (nie ma "złego" poczęcia "w probówce"), mężczyzna ejakuluje w pochwie kobiety podczas stosunku waginalnego (a nie podczas "złej" masturbacji), a ejakulat jest deponowany w "rozgrzeszonej" przedziurawieniem prezerwatywie (perforowana prezerwatywa przestaje spełniać definicje środka antykoncepcyjnego, zatem przestaje też być "grzeszna").
Kolejną zgłaszaną przez Kościół obiekcją jest obawa, że IVF może zostać wykorzystane do płodzenia potomstwa poza związkiem małżeńskim (co ma wiązać się z "odbieraniem dziecku prawa do zrodzenia się i wychowania w rodzinie związanej sakramentem małżeństwa"), oraz, że umożliwi płodzenie potomstwa z wykorzystaniem gamet pozyskanych od osób trzecich (co ma się wiązać z "odebraniem dziecku prawa do zrodzenia się z biologicznych rodziców"). Nie trudno zauważyć, jak bardzo te zastrzeżenia są niedorzeczne - konsekwentne stosowanie się do nich wymagałoby bowiem: (i) potępienia/delegalizacji rozrodu w związkach pozamałżeńskich;
(ii) potępienia/delegalizacji rozrodu w związkach nie będących katolickimi sakramentalnymi małżeństwami (małżeństwa cywilne oraz małżeństwa zawarte w innych religiach/wyznaniach z katolickiego punktu widzenia nie kwalifikują się jako sakramenty);
(iii) potępienia/delegalizacji adopcji (wszak adoptowane dziecko - podobnie jak dziecko zrodzone z gamet dawców - nie jest biologicznym dzieckiem osób, które je wychowują);
(iv) potępienia/delegalizacji banków nasienia i procedury sztucznej inseminacji nasieniem anonimowego dawcy.
Zresztą, upieranie się przy ograniczeniu prawa (choćby "moralnego") do rozrodu wyłącznie do sakramentalnych małżeństw jest całkowicie pozbawione rzeczowej argumentacji i ogranicza się do powtarzania pustych treściowo sloganów o "rodzinie jako podstawowej komórce społecznej", "nierozerwalnej jedności małżeństwa", "godności małżonków", "godności dziecka", "prawie dziecka do zrodzenia się z małżeństwa i bycia w nim wychowywanym" itp..
Wiązanie szczęścia i przyszłych losów dziecka z rytuałem (sakramentu małżeństwa) wykonanym przez jego rodziców jest kolejnym przejawem myślenia magicznego.
2. PODSTAWY (wątpliwe) KATOLICKIEGO PRZEKONANIA O OSOBOWYM STATUSIE LUDZKIEGO EMBRIONU
Pismo Święte nie wypowiada się jasno na temat początku ludzkiego życia osobowego. Za to zawiera sugestię, że życie płodu ma znacznie mniejszą wartość niż życie człowieka (nawet kobiety) dorosłego:
[Ex 21: 22-25]
(22) Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to winny zostanie ukarany grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych.
(23) Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie,
(24) oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę,
(25) oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec.
3. EWOLUCJA KATOLICKICH POGLĄDÓW NA STATUS LUDZKIEGO EMBRIONU ORAZ ABORCJĘ
Stanowisko Kościoła rzymskokatolickiego w kwestii momentu animacji na przestrzeni dziejów zmieniało się dość mocno. W skrócie (głównie na podstawie [3]):
(1) Tertulian (2. wiek n.e.), w oparciu o błędne tłumaczenie [Ex 21: 22-25] w Septuagincie [gdzie frazę "bez jakiejkolwiek szkody (dla niej)" mylnie przetłumaczono na "wadliwie/niekompletnie uformowany"] uważał, że zabicie zarodka "prawidłowo/kompletnie uformowanego" jest morderstwem, a "nieprawidłowo/niekompletnie uformowanego" - nie jest. Pogląd ten wprowadzono do ówczesnego prawa kanonicznego a później do Prawa Justyniana (6. wiek).
Tertulian sprzeciwiła się także wczesnej aborcji (a więc płodu "niekompletnie uformowanego"), bo uważał ją za "odroczone morderstwo" - zapobiegające porodowi, który powinien się wydarzyć. Jednak godził się na aborcje w celu ratowania matki, więc choć przyznawał "uformowanemu" płodowi status osobowy, jego wartość oceniał niżej, niż wartość życia dorosłej kobiety.
Sprzeciwił się także noworodkobójstwu, popularnemu w Rzymie (w formie porzucenia), i twierdził, że to chrześcijaństwo doprowadziło do jego delegalizacji.
(2) Bazyli Wielki (4. wiek) rozwinął pogląd Tertuliana i twierdził, że aborcja jest morderstwem bez względu na stopień rozwoju płodu.
(3) Niektórzy teologowie twierdzili, że uczłowieczanie płodu następuje stopniowo, a jego finał ma miejsce w momencie chrztu, a przynajmniej porodu.
(4) Gracjan (12. wiek) w swoim zbiorze prawa kanonicznego, oficjalnie przyjętego przez Kościół, stwierdził, że aborcja jest morderstwem tylko w przypadku płodu "uformowanego" - zabicie płodu "nieuformowanego" morderstwem nie jest.
(5) Augustyn z Hippony (4/5. wiek) i Tomasz z Akwinu (13. wiek) przyjęli pogląd Arystotelesa, wg którego animacja zarodka męskiego następowała w 40. dniu od poczęcia, a żeńskiego - w 90. (wcześniej zarodek miał posiadać jedynie "duszę wegetatywną"; animacja miała się objawiać nabyciem przez zarodek zdolności wyczuwalnego ruchu). Wobec tego godzili się na wczesną aborcję (tj. przed animacją).
(6) Papież Stefan V (9. wiek) był przeciwny aborcji przez całą ciążę, a papież Innocenty III (13. wiek) dopuszczał wczesną aborcję.
(7) Papież Sykstus V (16. wiek) ustanowił karę ekskomuniki za aborcję i antykoncepcję.
(8) Papież Grzegorz XIV (16. wiek) zniósł karę za aborcję ustanowioną przez Sykstusa V, utrzymując, że wczesna aborcja nie jest morderstwem.
(9) Pogląd, że natychmiastowa animacja jest niemożliwa dominował w Kościele katolickim przez większość jego historii - generalnie przyjmowano pogląd Arystotelesa/Augustyna/Tomasza.
Kościół tradycyjnie zakazywał także wczesnej aborcji, ale nie ze względu na życie zarodka, lecz ze względu na utrudnianie reprodukcji (z tego samego powodu potępiał antykoncepcję). Ponoć powodem potępiania aborcji było też to, że była ona wykorzystywana do zacierania "dowodów" przedmałżeńskiej nieczystości, łamania celibatu przez zakonnice i cudzołóstwa.
(10) Lekarz Thomas Fienus (17. wiek) utrzymywał, że dusza w zarodku jest niezbędna od poczęcia, żeby sterować jego rozwojem.
Papież Klemens XI (18. wiek) ustanowił obowiązywanie koncepcji "Niepokalanego Poczęcia" Maryi. Pogląd ten nie współgrał z wcześniejszym stanowiskiem Kościoła, że animacja nie może następować w momencie poczęcia, więc po utwierdzeniu koncepcji "Niepokalanego Poczęcia" powstał dobry klimat dla rozważań o animacji w momencie poczęcia.
W 1854 roku Pius IX koncepcję "Niepokalanego Poczęcia" uczynił dogmatem (wprowadził także dogmat "nieomylności papieża").
W 19. wieku odkryto fenomen zapłodnienia.
(11) W 1869 roku papież Pius IX przywrócił karanie nawet wczesnej aborcji ekskomuniką, jednak nie przesądził o tym, że animacja ma miejsce w momencie zapłodnienia - sprzeciw opierał się jedynie na tym, że faktu wczesnej animacji nie można wykluczyć, więc na wszelki wypadek należy unikać zabijania zarodka od poczęcia.
(12) Współcześnie w Kościele dominuje pogląd, że animacja ma miejsce w momencie zapłodnienia, choć nie jest to stanowisko oficjalne i pewne.
Kościół wyklucza aborcja przez cała ciążę i pod jakimkolwiek pozorem, nawet w przypadku, gdy zagrożone jest zdrowie/życie ciężarnej. Jednak w takim przypadku - na mocy tzw. "zasady podwójnego skutku" - dopuszcza podejmowanie nawet takich działań medycznych ratujących kobietę, których nieuchronnym efektem ubocznym będzie śmierć zarodka (np. usunięcie fragmentu jajowodu z ciążą pozamaciczną; usunięcie ogarniętej przez nowotwór macicy wraz z zarodkiem), ale nie godzi się z określaniem ich mianem "aborcji", choć de facto aborcja jest ich konsekwencją. [4]
4. WSPÓŁCZESNE STANOWISKO KOŚCIOŁA W KWESTII OSOBOWEGO STATUSU LUDZKIEGO EMBRIONU
Obecnie Kościół rzymskokatolicki nie przesądza o momencie animacji. Patrz np. stanowisko Świętego Oficjum z 1974 r. w "Quaestio de abortu procurato" [5]:
"Deklaracja ta świadomie nie podkreśla kwestii momentu animacji. Nie ma bowiem co do tego jednogłośnej tradycji i autorzy współcześni jeszcze różnią się między sobą. Jedni mianowicie twierdzą, że to występuje w pierwszym czasie życia, drudzy, że wtedy dopiero, gdy zarodek zatrzyma się we właściwym miejscu. Niewątpliwie nie do nauki należy rozstrzyganie tych kwestii, ponieważ zagadnienie duszy nieśmiertelnej wykracza poza jej zakres. Jest to właściwie dyskusja filozoficzna, od której nasza moralna afirmacja pozostaje niezależna z dwóch względów: 1) jeśli nawet utrzymuje się, że animacja następuje później, to mimo tego w płodzie zaczyna się ludzkie życie (o którym wiadomo z biologii), które i przygotowuje się i wymaga duszy; dzięki niej doskonali się natura otrzymana od rodziców; 2) jeżeli zaś tzw. "wlanie duszy" uważa się tylko za prawdopodobne (czegoś przeciwnego bowiem nie da się nigdy ustalić), to odebranie życia jest tym samym, co narażanie się na niebezpieczeństwo zabicia człowieka, który jest nie jakby w oczekiwaniu, ale już obdarzony duszą."
Nowożytny Kościół sprzeciwia się aborcji od czasu, gdy w 1869 roku zadeklarował to papież Pius IX. Jednak powodem sprzeciwu nie było wcale przekonanie, że animacja ma miejsce w momencie poczęcia - Pius IX twierdził, że nie wiadomo kiedy animacja następuje, nie wiadomo czy/od_kiedy zarodek jest osobą (i ten pogląd oficjalnie jest utrzymany do dzisiaj) - lecz asekuracja: skoro nie można wykluczyć, że zarodek jest animowany, to na wszelki wypadek należy się powstrzymać od jego uśmiercania - zabicie zarodka nie jest tożsame z morderstwem, bardziej z narażeniem ludzkiego życia. Innymi słowy, sprzeciw Kościoła wobec aborcji opiera się na zasadzie, którą bodajże ksiądz Tischner określił mianem "Pierwszego Prawa Łowieckiego" - "jeśli nie masz 100% pewności, że celem nie jest człowiek, nie strzelaj!".
W świetle nauki Kościoła, umyślne (i "bezprawne") uśmiercenie organizmu, którego status osobowy jest - w świetle tej nauki - pewny, jest morderstwem. Natomiast zabicia embrionu - którego status osobowy pewny nie jest - nie należy zrównywać z morderstwem, lecz raczej z "narażaniem się na niebezpieczeństwo zabicia człowieka" (cytuję za "Quaestio de abortu procurato"). Mimo wszystko "narażenie się na zabicie człowieka" jest występkiem znacząco niższej rangi niż morderstwo z premedytacją. Odnosząc to do analogii łowieckiej: zabicie z premedytacją dorosłego człowieka to jak umyślne ustrzelenie kolegi na polowaniu, a aborcja embrionu - jak strzelenie do krzaka, w którym coś się rusza, ale nigdy (ani przed ani po wystrzale) nie dowiemy się, czy to akurat człowiek (a nie wiatr, odyniec czy cokolwiek innego). W świetle nauki Kościoła, z morderstwem mamy do czynienia wtedy i tylko wtedy, gdy świadomie, umyślnie (i "bezprawnie") odbieramy życie osobie; w przypadku zabijania embrionu - nawet, gdyby w rzeczywistości był on osobą (choć nie wiadomo, czy nią jest) - "świadomość/umyślność odbierania życia osobie" nie ma miejsca, gdyż zabijający zwyczajnie nie wie, czy embrion jest osobą (w dodatku zapewne zazwyczaj ludzie zabijające embrion nie wierzą/nie chcą wierzyć, że jest on osobą - co dodatkowo wyklucza świadomość/umyślność).
Kościół nie przyznaje embrionowi (pełni) praw osobowych: w świetle nauki Kościoła na (pełnoprawnej) osobie da się popełnić morderstwo, a na embrionie nie; na embrionie można najwyżej popełnić "narażenie się na niebezpieczeństwo zabicia człowieka".
To stanowisko Kościoła mimo wszystko ma 2 bardzo poważne wady:
(1) Argument z "Pierwszego Prawa Łowieckiego" jest logicznie kulawy, na podobnej zasadzie jak tzw. "Zakład Pascala". Szerzej wyjaśniłem to w niniejszym komentarzu:
http://blogrzeczpospolitej.salon24.pl/48364,index.html#comment_724723
(2) Istnieją bardzo poważne, powszechnie znane argumenty natury embriologiczno-logicznej, które w zasadzie pozwalają wykluczyć możliwość, że animacja ma miejsce w momencie zapłodnienia i że bruzdkujący zarodek jest osobą. Argumenty te przekonują teologów-zwolenników koncepcji "animacji opóźnionej", za to zwolennicy "animacji w momencie poczęcia" zwykle po prostu je ignorują, bo dobrej odpowiedzi na nie przedstawić nie potrafią. O niektórych z tych argumentów pisałem wielokrotnie (mam też zamiar napisać o nich większy referat), m.in. tutaj:
http://wierzejski.salon24.pl/83877,index.html#comment_1227346
http://wierzejski.salon24.pl/83995,index.html#comment_1229004
Patrz także: [7]
5. ANIMACJA W MOMENCIE ZAPŁODNIENIA vs. ANIMACJA OPÓŹNIONE
Niektórzy współcześni teologowie wprost sprzeciwiają się twierdzeniu o początku życia osobowego w momencie zapłodnienia i opowiadają za tzw. "animacją opóźnioną". Patrz np.:
"(...) Na podstawie faktu powstawania bliźniąt jednojajowych oraz chimer niektórzy filozofowie i teolodzy moraliści jak np. niemiecki filozof Franz Böckle, australijski filozof moralista Norman M. Ford czy polski tomista Tadeusz Ślipko opowiedzieli się za animacją opóźnioną do momentu, kiedy zygota staje się niepodzielną jednością, co ma się dokonać do 14 dnia. Przed tym czasem, zdaniem np. Fr. Böckle, mamy do czynienia jedynie z zarodkiem ludzkim, jako czymś co może stać się istotą osobową (ein mögliches personales Dasein)2. Podobnie pisze Normam M. Ford: „zygota to jeszcze nie ukształtowany człowiek jednostkowy. Gdyby to był już ukształtowany człowiek, to fakt powstania identycznego bliźniactwa zakładałby podział już istniejącej jednostki ludzkiej jako całości na dwie nowe jednostki. To zaś wydaje się niemożliwe”3. Jego zdaniem zygota w początkowych stadiach jest konglomeratem pojedynczych, oddzielonych od siebie komórek, z których każda jest ontologiczną jednostką, pozostającą w prostych związkach z pozostałymi komórkami. Dopiero wykształcenie się tzw. „smugi pierwotnej” czyni z tego konglomeratu zinduwidualizowany byt. (...)" [6]
6. KONCEPCJA ANIMACJI W MOMENCIE ZAPŁODNIENIA - PODŁOŻE I (wątpliwa) SPÓJNOŚĆ LOGICZNA
W świetle pewnych faktów, m.in. embriologicznych, lansowana przez cześć Kościoła oraz większość "obrońców życia" koncepcja początku życia osobowego w momencie zapłodnienia jest logicznie kulawa. [7]
Myślę, że upieranie się znacznej części katolików przy koncepcji animacji w momencie zapłodnienia jest efektem swoistej inercji katolickiej myśli teologicznej. Gdy koncepcja animacji w momencie poczęcia się rodziła, a więc w 17.-19. wieku, ludzka wiedza na temat embriologii była śladowa, a na temat biologii molekularnej - wręcz żadne. W owym czasie mogło się wydawać, że ludzkie ciało spełnia warunki bycia "domem dla duszy" od momentu zapłodnienia, gdyż zwyczajnie niewiele o tym ciele, jego funkcjonowaniu i rozwoju wówczas wiedziano. Jednak dziś wiemy na ten temat znacznie więcej, a to co wiemy nie bardzo współgra z koncepcją animacji w momencie zapłodnienia. Część teologów, np. ks. prof. Ślipko, jest tego świadoma; reszta zdaje się niewygodne fakty zwyczajnie ignorować. Ergo: koncepcja animacji w momencie poczęcia to relikt dawnej ignorancji, który z powodu - skądinąd typowej - inercji katolickiej filozofii trzyma się nadal, mimo że nasza ignorancja zanikła, odsłaniając kulawość tej koncepcji.
Zresztą, także dawniejsze koncepcje na temat początku ludzkiego życia osobowego wynikały z ówczesnej biologicznej ignorancji. Np. oparta na poglądach Arystotelesa opinia Augustyna i Tomasza, jakoby animacja zarodka męskiego następowała w 40., a żeńskiego w 90. dniu od poczęcia mogła wynikać z tego, że myśliciele ci nie zdawali sobie sprawy z istnienia komórki jajowej, więc wyobrażali sobie, że embrion w całości rozwija się z męskiego nasienia, a kobieta dostarcza mu jedynie "inkubatora"; jednak utożsamianie embrionu ze spermą oznaczałoby, że każda polucja jest poronieniem a masturbacja - aborcją, co mogło wywołać przekonanie, że sperma potrzebuje pewnego czasu, by rozwinąć się w zarodek zdolny do przyjęcia duszy. Za to przekonanie, o wcześniejszej animacji - rzekomo rozpoznawanej dzięki ruchom embrionu (Arystotelesowi wydawało się, że wtedy właśnie zaczyna wyczuwać ruchy płodu w macicy) - zarodka męskiego niż żeńskiego było efektem ówczesnego postrzegania kobiety jako "wybrakowanego mężczyzny", w dodatku mniej "energicznego".
Tak więc, jak widać, katolicka wiara dotycząca początku życia osobowego zawsze jakoś odbijała wiedzę na temat biologii ludzkiego rozwoju, jaka w danym czasie była dostępna. Problem polega na tym, że współczesna nauka Kościoła próbuje odbijać wiedzę zdezaktualizowaną już kilkadziesiąt lat temu...
7. ARGUMENTY Z NATURALNOŚCI
Odwoływanie się do takich pojęć jak "naturalność" i "normalność" - typowe dla katolickiej retoryki (vide chociażby koncepcja "prawa naturalnego") - a zwłaszcza łączenie ich z kwestiami normatywnymi/moralnymi (utożsamianie "jest z "powinno być"), generalnie jest beztreściowe/bezargumentacyjne, mętne, bełkotliwe, logicznie kulawe.
- Co to niby znaczy "naturalność" ("normalność")?
- Jak odróżnić "naturalne" od "nienaturalnego" ("normalne" od "nienormalnego")?
- Najważniejsze: co z tego, że coś jest "naturalne"/"nienaturalne" ("normalne"/"nienormalne")? Dlaczego rzeczy z etykietką "naturalne" ("normalne") mają być etycznie uprzywilejowane wobec rzeczy z etykietką "nienaturalne" ("nienormalne")?
Więcej o problemach z "argumentowaniem z naturalności/normalności" można przeczytać w Wikipedii. [8]
8. POWINNOŚCI KATOLICKIEJ WŁADZY
Twierdzenie, że katolicka władza, katoliccy parlamentarzyści powinni stanowić prawo uniemożliwiające - a przynajmniej utrudniające - obywatelom mordowanie dzieci nienarodzonych (via aborcja, IVF, selekcja przedimplantacyjna, generowanie hodowli embrionalnych komórek macierzystych itp.) opiera się na założeniu, że katolik ma religijny obowiązek aktywnego powstrzymywania innych ludzi przed grzeszeniem / odbierania okazji innym ludziom do popełniania grzechu. Jednak w oficjalnej nauce Kościoła trudno znaleźć taki wymóg - wprost jest zalecane jedynie "upominanie grzeszący", a nie ich czynne powstrzymywanie czy odbieranie im okazji do grzeszenia.
Tak więc, katolik nie ma obowiązku domagania się uchwalenia prawa uniemożliwiającego ludziom mordowanie dzieci nienarodzonych - katolik może zgodzić się na prawo do aborcji czy IVF (choć sam zabijanie dzieci nienarodzonych potępia), tak samo jak godzi się na prawo do cudzołóstwa czy jedzenia mięsa w piątek.
Za to gdyby poważnie i konsekwentnie zastosować postulaty obrońców życia odnośnie prawodawczych powinności katolickich polityków, to nieuchronnie musielibyśmy dojść do fundamentalistycznego teokratycznego totalitaryzmu - bowiem w takim wypadku konsekwentni katoliccy politycy powinni stanowić prawo zniechęcające/odbierające obywatelom okazję do popełniania JAKICHKOLWIEK grzechów, a więc penalizujące: antykoncepcji inną niż "naturalne metody planowania rodziny", innowierstwo/ateizm, bluźnierstwo i herezję, absencję w kościołach w niedziele i święta, unikanie corocznej spowiedzi, sprzedawanie/spożywanie mięsnych potraw w piątki, cudzołóstwo, masturbację, seks w związkach przed/poza małżeńskich, czynnegy homoseksualizmu, (próby) samobójstwa, uzależnienia (od papierosów, alkoholu, narkotyków), otyłość, kłamstwo, konflikty z rodzicami, "niecne uczucia" (gniew, zazdrość, pożądanie, lenistwo itp.) itd..
9. KONSEKWENCJA (wątpliwa) OBROŃCÓW ŻYCIA POCZĘTEGO - MORDOWANIE DZIECI NIENARODZONYCH A PRAWO DO "OBRONY KONIECZNEJ" I "WOJNY SPRAWIEDLIWEJ"
Gorliwi obrońcy życia często zawzięcie gardłują za (rozszerzonym) prawem do "obrony koniecznej", do swobodnego posiadania broni itp.. I prawa do tej obrony nie chcą ograniczyć jedynie do sytuacji w 100% pewnego zagrożenia życia, ale rozszerzać na jakąkolwiek napaść na osobę a nawet mienię. Tak więc niektórzy z nich chcą móc odstrzeliwać nawet np. gówniarzy, którzy przeskoczyli przez płot by kraść jabłka. Nie są też pacyfistami, więc dopominają się prawa do mordowania w obronie różnych abstrakcji, takich jak "Bóg, Honor, Ojczyzna", "wolność", "suwerenność", "tradycja", "sprawiedliwość", "przestrzeń życiowa", "interes narodowy" itp.. Przy czym pamiętać należy, że na wojnie giną nie tylko ochotnicy, ale przede wszystkim żołnierze obu stron zmuszeni przez władze do walki, personel wojskowy (panie siedzące przy telefonach i radarach, magazynierzy, kucharze, sprzątaczki, robotnicy w fabrykach zbrojeniowych...) i cywile. Poddanie się, spełnienie żądań napastnika, oddanie mu "abstrakcji" ocaliłoby życie tym wszystkim ludziom, którzy w większości o śmierć się nie prosili.
W przypadku niechcianej ciąży sytuacja jest analogiczna jak w przypadku napaści bandyckiej, złodziejskiej czy militarnej. Zarodek jest napastnikiem, skazującym kobietę - wbrew jej woli - na fizyczne, społeczno-towarzyskie i psychiczne niewygody i cierpienie związane z ciążą i porodem oraz (trwałe) deformacje jej ciała (że o przypadkach zagrożenia życia i zdrowia nie wspomnę). Dlaczegóż to kobieta nie miałaby mieć prawa do "obrony koniecznej"/"wojny sprawiedliwej" z prenatalnym bandytą?
Znaną ilustracją tego dylematu jest eksperyment myślowy z "nieprzytomnym skrzypkiem". [9]
- I co z tego, że "prenatalny bandyta" nie działa świadomie, z premedytacją? Czy zwolennicy "obrony koniecznej" i "wojny sprawiedliwej" nie opowiadają się za prawem do zabicia atakującego nas/nasz dobytek człowieka niepoczytalnego lub działającego pod wpływem substancji odurzających, czy do odstrzeliwania - w obronie "abstrakcji" - wrogich żołnierzy przymusowo pędzonych na front przez swoich przywódców?
- I co z tego, że "prenatalny bandyta" sam się na świat nie prosił, że jego "napaść" jest rezultatem ryzykownego/nieodpowiedzialnego zachowania jego matki-ofiary? Czy fakt, że ofiara jakoś sprowokowała napaść ma odbierać jej prawo do "obrony koniecznej"? Czy kobieta, która sprowokowała gwałciciela wyzywającym strojem, kokieteryjnym zachowaniem i "szlajaniem się po nocach" ma nie mieć prawa do zabicia go w samoobronie? Albo bogacz, który skusił złodzieja kłójąc go w oczy swoim wystawnym majątkiem?
Obrońcy życia często podkreślają, że chcą wychowywać obywatelki do "odpowiedzialności" odbierając im prawo do aborcji. Analogicznie mogliby jeszcze "wychowywać do odpowiedzialności" sprawców wypadków, palaczy i żarłoków, odmawiając im pomocy medycznej, albo górskich turystów i rodziców niedopilnowujących dzieci - odmawiając akcji poszukiwania zaginionych... Ponoszenie konsekwencji własnych czynów i odpowiedzialność, prawda?
10. ASYMETRIA POSTULATÓW PRO-LIFE I PRO-CHOICE
Kluczową różnicą między postulatami obrońców życia a postulatami zwolenników mordowania dzieci nienarodzonych jest ich asymetryczna dolegliwość dla przeciwników: dla obrońców życia prawo pro-aborcyjne jest mniej dolegliwe niż prawo anty-aborcyjne dla zwolenników wyboru. W pro-aborcyjnym państwie nikt nie zamierza nikogo zmuszać do przerywania ciąży, niczyja wolność nie jest ograniczana, podczas gdy w państwie anty-aborcyjnym - z definicji - ogranicza się wolność kobiet chcących pozbyć się niechcianej ciąży oraz lekarzy/naukowców chcących majstrować przy ludzkich embrionach.
Warto też zauważyć, że "główni zainteresowani" - czyli niechciane zarodki - z oczywistych względów w tym sporze się nie wypowiadają, żadnych praw się nie domagają, na nic się nie skarżą; wypowiadają się za nich ich samozwańczy obrońcy. Dlaczego ktokolwiek miałby się bardziej liczyć się z opiniami samozwańczych obrońców zarodków niż z opiniami np. samozwańczych (hinduskich) obrońców "świętych krów"?
PRZYPISY
[1] - http://jagiellonski.salon24.pl/89930,index.html
http://jagiellonski.salon24.pl/91839,index.html
[2] - http://babelstein.salon24.pl/104386,index.htmlhttp://babelstein.salon24.pl/107697,index.html
[3] - http://8e.devbio.com/article.php?id=162
[4] - "(...) By the time an ectopic pregnancy is diagnosed, the life of the pregnant mother is usually already in danger. If the Fallopian Tube is not already ruptured when the pregnancy is diagnosed, a person applies the principle of double effect to make a morally acceptable course of action. In this case, a person has two legitimate options: 1. Remove the entire Fallopian Tube or 2. Remove a portion of the tube at the site of implantation.
The side effect of any of these procedures is the death of the unborn child; yet this end is not the end which the mother or physician intends or chooses. Direct attacks on an unborn child are always forbidden, as in an elective abortion which intends the death of the child. If the death of a child was not the intended effect, an abortion would just be an early means of delivering a child. However, abortion is an evil means that attempts to bring about some good end, real or perceived. Therefore, shelling out the child from the damaged tube as a means of "medical" treatment is equivalent to an abortion, which is morally unacceptable. The death of the child would be the means of "medical" treatment.
If you allow and justify the direct killing of a pre-born child involved in an ectopic pregnancy, then you thereby justify other direct killings of pre-born children via other means. In contrast, removing part or all of the Fallopian Tube is not an abortion. These treatments are morally permissible because they meet all of the conditions of the principle of double effect. The morally good end which is directly sought is to save the life of the mother. That which is directly treated is the life-threatening damaged tissue of the tube; therefore, the child is not directly attacked. Removal of the damaged tube or a portion of the tube that contains the child is morally permissible, because the death of the child is an effect which may be foreseen, but it is unintentional. The good end of saving the mother's life is proportionate to the unintended evil side effect, that of the unborn child's death. [2] Further, because there are no other means by which the mother's life may be saved, the principal of necessity also applies. There are no other medical procedures that can save both mother and child."
http://www.cuf.org/FaithFacts/details_view.asp?ffID=56
[5] - http://www.nonpossumus.pl/encykliki/KNW/quaestio_de_abortu_procurato/III.php
[6] - http://www.cathseminary.ru/download/embrion.pdf
[7] - Streściłem to m.in. w niniejszym komentarzu:
http://nemczacz.salon24.pl/99452,index.html#comment_1437014
[8] - http://en.wikipedia.org/wiki/Naturalistic_fallacy
http://en.wikipedia.org/wiki/Moralistic_fallacy
http://en.wikipedia.org/wiki/Appeal_to_nature
http://en.wikipedia.org/wiki/Is-ought_problem
[9] - http://en.wikipedia.org/wiki/A_Defense_of_Abortion#The_Violinist
-
O katolickim stanowisku wobec IVF i statusu embrionu
1. PRZYCZYNY KATOLICKIEGO POTĘPIENIA ZABIEGU ZAPŁODNIENIA IN VITRO
Metoda IVF nie wymaga generowania - a następnie utylizowania lub bezterminowego przetrzymywania w zamrożeniu - redundantnych zarodków.
Zwykle robi się to - tj. generuje od razu ok. 8 embrionów - aby uniknąć powtarzania kosztownej i dolegliwej procedury IVF (indukowana hiperowulacja; chirurgiczne pobranie owulowanych oocytów; przygotowanie gamet do zapłodnienia; samo zapłodnienie in vitro; wstępna hodowla i selekcja zarodków in vitro) w razie jej niepowodzenia, które przytrafia się w 60-70% przypadków, mimo jednoczesnego transferu 2-3 zarodków. Jeśli ciąża się nie przyjmie, można zwyczajnie odmrozić zapasowe zarodki i powtórzyć procedurę implantacji szybko, tanio i bez konieczności hormonalnego wymuszania kolejnych hiperowulacji.
Jednak jeśli kobietę na to stać - i nie ma ona obiekcji wobec kolejnych hiperowulacji - może zrezygnować z tworzenia zarodków zapasowych. Może też być tak, że nawet w przypadku sukcesu pierwszego IVF kobieta chciałaby w przyszłości zajść w kolejne ciąże, wykorzystując przechowywane do tego czasu redundantne embriony.
Tak więc niszczenie zarodków zapasowych nie jest wcale immanentną cechą zabiegu IVF. Zresztą, jeśli nawet dochodzi do ich uśmiercenia, to - w odróżnieniu od aborcji - dotyczy to tylko zarodków kilkudniowych, na poziomie bruzdkowania, ostatecznie blastuli.
Także selekcja przedimplantacyjna to wyłącznie kwetia wyboru kobiety poddającej się zabiegowi, a nie immanentna cecha zabiegu IVF.
Niestety, wygląda na to, że to wcale nie łatwa do uniknięcia utylizacja redundantnych zarodków jest fundamentalną przyczyną sprzeciwu Kościoła wobec IVF. Przyglądając się katolickiej argumentacji przeciwko IVF nie da się nie zauważyć teurgicznej natury tej religii. Faryzejski sprzeciw wobec IVF opiera się na przesłankach czysto szamańskich - przekonaniu, że miejsce i sposób zdeponowania ejakulatu wywiera jakiś magiczny wpływ na losy i status moralny poczętego tym ejakulatem człowieka [analogicznie astrologowie wierzą, że taki wpływ ma data/współrzędne geograficzne porodu]. Moralistyczno-godnościowy bełkot, którym raczą nas różni apologeci, najwyraźniej ma na celu jedynie "ukrycie" tego wstydliwego (?) prymitywizmu.
Sam stoczyłem niezwykle długą dyskusję z panem Maciejem Brachowiczem z Klubu Jagiellońskiego, który na serio bronił tej teurgicznej tezy, choć wił się jak piskorz, by wprost tego nie przyznać. [1] Inny "jagielloński konserwatysta" - babelstein - także jej bronił [2], dowodząc że warunkiem szczęści rodziny jest poczęcie dziecka w akcie koniecznie obejmującym 3 elementy: "erectio membri virilis; penetratio esti partialis vagine mulieris; ibique seminis depositio, seclusa qualibet investigatione circa naturam ipsius liquidi seminalis"...
Tak więc wygląda na to, że nie ewentualna śmierć redundantnych embrionów, lecz geograficzna lokalizacja wytrysku nasienia, jest tą fundamentalną kwestią przesądzającą o katolickim sprzeciwie wobec zapłodnienia in vitro.
Kolejną przesłanką, która za tym przemawia, jest fakt, że Kościół zdawał się okazywać [słowami samego kard. Ratzingera w "The Congregation for the Doctrine of the Faith, Instructions on Respect for Human Life in its Origin and on the Dignity of Procreation", Vatican City, Vatican Polyglot Press, 1987] względną przychylność do specjalnej wersji metody wspomaganego zapłodnienia zwanej GIFT (Gamete IntraFallopian Transfer), mimo iż klasyczne IVF niezmiennie potępiał.
IVF, prezerwatywy i masturbacja są złe, ale metoda GIFT już niekoniecznie; w metodzie tej wszystkie zapłodnione jaja kieruje się do implantacji (nie ma "złej" eksterminacji redundantnych zarodków), zapłodnienie następuje w jajowodzie (nie ma "złego" poczęcia "w probówce"), mężczyzna ejakuluje w pochwie kobiety podczas stosunku waginalnego (a nie podczas "złej" masturbacji), a ejakulat jest deponowany w "rozgrzeszonej" przedziurawieniem prezerwatywie (perforowana prezerwatywa przestaje spełniać definicje środka antykoncepcyjnego, zatem przestaje też być "grzeszna").
Kolejną zgłaszaną przez Kościół obiekcją jest obawa, że IVF może zostać wykorzystane do płodzenia potomstwa poza związkiem małżeńskim (co ma wiązać się z "odbieraniem dziecku prawa do zrodzenia się i wychowania w rodzinie związanej sakramentem małżeństwa"), oraz, że umożliwi płodzenie potomstwa z wykorzystaniem gamet pozyskanych od osób trzecich (co ma się wiązać z "odebraniem dziecku prawa do zrodzenia się z biologicznych rodziców"). Nie trudno zauważyć, jak bardzo te zastrzeżenia są niedorzeczne - konsekwentne stosowanie się do nich wymagałoby bowiem: (i) potępienia/delegalizacji rozrodu w związkach pozamałżeńskich;
(ii) potępienia/delegalizacji rozrodu w związkach nie będących katolickimi sakramentalnymi małżeństwami (małżeństwa cywilne oraz małżeństwa zawarte w innych religiach/wyznaniach z katolickiego punktu widzenia nie kwalifikują się jako sakramenty);
(iii) potępienia/delegalizacji adopcji (wszak adoptowane dziecko - podobnie jak dziecko zrodzone z gamet dawców - nie jest biologicznym dzieckiem osób, które je wychowują);
(iv) potępienia/delegalizacji banków nasienia i procedury sztucznej inseminacji nasieniem anonimowego dawcy.
Zresztą, upieranie się przy ograniczeniu prawa (choćby "moralnego") do rozrodu wyłącznie do sakramentalnych małżeństw jest całkowicie pozbawione rzeczowej argumentacji i ogranicza się do powtarzania pustych treściowo sloganów o "rodzinie jako podstawowej komórce społecznej", "nierozerwalnej jedności małżeństwa", "godności małżonków", "godności dziecka", "prawie dziecka do zrodzenia się z małżeństwa i bycia w nim wychowywanym" itp..
Wiązanie szczęścia i przyszłych losów dziecka z rytuałem (sakramentu małżeństwa) wykonanym przez jego rodziców jest kolejnym przejawem myślenia magicznego.
2. PODSTAWY (wątpliwe) KATOLICKIEGO PRZEKONANIA O OSOBOWYM STATUSIE LUDZKIEGO EMBRIONU
Pismo Święte nie wypowiada się jasno na temat początku ludzkiego życia osobowego. Za to zawiera sugestię, że życie płodu ma znacznie mniejszą wartość niż życie człowieka (nawet kobiety) dorosłego:
[Ex 21: 22-25]
(22) Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to winny zostanie ukarany grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych.
(23) Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie,
(24) oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę,
(25) oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec.
3. EWOLUCJA KATOLICKICH POGLĄDÓW NA STATUS LUDZKIEGO EMBRIONU ORAZ ABORCJĘ
Stanowisko Kościoła rzymskokatolickiego w kwestii momentu animacji na przestrzeni dziejów zmieniało się dość mocno. W skrócie (głównie na podstawie [3]):
(1) Tertulian (2. wiek n.e.), w oparciu o błędne tłumaczenie [Ex 21: 22-25] w Septuagincie [gdzie frazę "bez jakiejkolwiek szkody (dla niej)" mylnie przetłumaczono na "wadliwie/niekompletnie uformowany"] uważał, że zabicie zarodka "prawidłowo/kompletnie uformowanego" jest morderstwem, a "nieprawidłowo/niekompletnie uformowanego" - nie jest. Pogląd ten wprowadzono do ówczesnego prawa kanonicznego a później do Prawa Justyniana (6. wiek).
Tertulian sprzeciwiła się także wczesnej aborcji (a więc płodu "niekompletnie uformowanego"), bo uważał ją za "odroczone morderstwo" - zapobiegające porodowi, który powinien się wydarzyć. Jednak godził się na aborcje w celu ratowania matki, więc choć przyznawał "uformowanemu" płodowi status osobowy, jego wartość oceniał niżej, niż wartość życia dorosłej kobiety.
Sprzeciwił się także noworodkobójstwu, popularnemu w Rzymie (w formie porzucenia), i twierdził, że to chrześcijaństwo doprowadziło do jego delegalizacji.
(2) Bazyli Wielki (4. wiek) rozwinął pogląd Tertuliana i twierdził, że aborcja jest morderstwem bez względu na stopień rozwoju płodu.
(3) Niektórzy teologowie twierdzili, że uczłowieczanie płodu następuje stopniowo, a jego finał ma miejsce w momencie chrztu, a przynajmniej porodu.
(4) Gracjan (12. wiek) w swoim zbiorze prawa kanonicznego, oficjalnie przyjętego przez Kościół, stwierdził, że aborcja jest morderstwem tylko w przypadku płodu "uformowanego" - zabicie płodu "nieuformowanego" morderstwem nie jest.
(5) Augustyn z Hippony (4/5. wiek) i Tomasz z Akwinu (13. wiek) przyjęli pogląd Arystotelesa, wg którego animacja zarodka męskiego następowała w 40. dniu od poczęcia, a żeńskiego - w 90. (wcześniej zarodek miał posiadać jedynie "duszę wegetatywną"; animacja miała się objawiać nabyciem przez zarodek zdolności wyczuwalnego ruchu). Wobec tego godzili się na wczesną aborcję (tj. przed animacją).
(6) Papież Stefan V (9. wiek) był przeciwny aborcji przez całą ciążę, a papież Innocenty III (13. wiek) dopuszczał wczesną aborcję.
(7) Papież Sykstus V (16. wiek) ustanowił karę ekskomuniki za aborcję i antykoncepcję.
(8) Papież Grzegorz XIV (16. wiek) zniósł karę za aborcję ustanowioną przez Sykstusa V, utrzymując, że wczesna aborcja nie jest morderstwem.
(9) Pogląd, że natychmiastowa animacja jest niemożliwa dominował w Kościele katolickim przez większość jego historii - generalnie przyjmowano pogląd Arystotelesa/Augustyna/Tomasza.
Kościół tradycyjnie zakazywał także wczesnej aborcji, ale nie ze względu na życie zarodka, lecz ze względu na utrudnianie reprodukcji (z tego samego powodu potępiał antykoncepcję). Ponoć powodem potępiania aborcji było też to, że była ona wykorzystywana do zacierania "dowodów" przedmałżeńskiej nieczystości, łamania celibatu przez zakonnice i cudzołóstwa.
(10) Lekarz Thomas Fienus (17. wiek) utrzymywał, że dusza w zarodku jest niezbędna od poczęcia, żeby sterować jego rozwojem.
Papież Klemens XI (18. wiek) ustanowił obowiązywanie koncepcji "Niepokalanego Poczęcia" Maryi. Pogląd ten nie współgrał z wcześniejszym stanowiskiem Kościoła, że animacja nie może następować w momencie poczęcia, więc po utwierdzeniu koncepcji "Niepokalanego Poczęcia" powstał dobry klimat dla rozważań o animacji w momencie poczęcia.
W 1854 roku Pius IX koncepcję "Niepokalanego Poczęcia" uczynił dogmatem (wprowadził także dogmat "nieomylności papieża").
W 19. wieku odkryto fenomen zapłodnienia.
(11) W 1869 roku papież Pius IX przywrócił karanie nawet wczesnej aborcji ekskomuniką, jednak nie przesądził o tym, że animacja ma miejsce w momencie zapłodnienia - sprzeciw opierał się jedynie na tym, że faktu wczesnej animacji nie można wykluczyć, więc na wszelki wypadek należy unikać zabijania zarodka od poczęcia.
(12) Współcześnie w Kościele dominuje pogląd, że animacja ma miejsce w momencie zapłodnienia, choć nie jest to stanowisko oficjalne i pewne.
Kościół wyklucza aborcja przez cała ciążę i pod jakimkolwiek pozorem, nawet w przypadku, gdy zagrożone jest zdrowie/życie ciężarnej. Jednak w takim przypadku - na mocy tzw. "zasady podwójnego skutku" - dopuszcza podejmowanie nawet takich działań medycznych ratujących kobietę, których nieuchronnym efektem ubocznym będzie śmierć zarodka (np. usunięcie fragmentu jajowodu z ciążą pozamaciczną; usunięcie ogarniętej przez nowotwór macicy wraz z zarodkiem), ale nie godzi się z określaniem ich mianem "aborcji", choć de facto aborcja jest ich konsekwencją. [4]
4. WSPÓŁCZESNE STANOWISKO KOŚCIOŁA W KWESTII OSOBOWEGO STATUSU LUDZKIEGO EMBRIONU
Obecnie Kościół rzymskokatolicki nie przesądza o momencie animacji. Patrz np. stanowisko Świętego Oficjum z 1974 r. w "Quaestio de abortu procurato" [5]:
"Deklaracja ta świadomie nie podkreśla kwestii momentu animacji. Nie ma bowiem co do tego jednogłośnej tradycji i autorzy współcześni jeszcze różnią się między sobą. Jedni mianowicie twierdzą, że to występuje w pierwszym czasie życia, drudzy, że wtedy dopiero, gdy zarodek zatrzyma się we właściwym miejscu. Niewątpliwie nie do nauki należy rozstrzyganie tych kwestii, ponieważ zagadnienie duszy nieśmiertelnej wykracza poza jej zakres. Jest to właściwie dyskusja filozoficzna, od której nasza moralna afirmacja pozostaje niezależna z dwóch względów: 1) jeśli nawet utrzymuje się, że animacja następuje później, to mimo tego w płodzie zaczyna się ludzkie życie (o którym wiadomo z biologii), które i przygotowuje się i wymaga duszy; dzięki niej doskonali się natura otrzymana od rodziców; 2) jeżeli zaś tzw. "wlanie duszy" uważa się tylko za prawdopodobne (czegoś przeciwnego bowiem nie da się nigdy ustalić), to odebranie życia jest tym samym, co narażanie się na niebezpieczeństwo zabicia człowieka, który jest nie jakby w oczekiwaniu, ale już obdarzony duszą."
Nowożytny Kościół sprzeciwia się aborcji od czasu, gdy w 1869 roku zadeklarował to papież Pius IX. Jednak powodem sprzeciwu nie było wcale przekonanie, że animacja ma miejsce w momencie poczęcia - Pius IX twierdził, że nie wiadomo kiedy animacja następuje, nie wiadomo czy/od_kiedy zarodek jest osobą (i ten pogląd oficjalnie jest utrzymany do dzisiaj) - lecz asekuracja: skoro nie można wykluczyć, że zarodek jest animowany, to na wszelki wypadek należy się powstrzymać od jego uśmiercania - zabicie zarodka nie jest tożsame z morderstwem, bardziej z narażeniem ludzkiego życia. Innymi słowy, sprzeciw Kościoła wobec aborcji opiera się na zasadzie, którą bodajże ksiądz Tischner określił mianem "Pierwszego Prawa Łowieckiego" - "jeśli nie masz 100% pewności, że celem nie jest człowiek, nie strzelaj!".
W świetle nauki Kościoła, umyślne (i "bezprawne") uśmiercenie organizmu, którego status osobowy jest - w świetle tej nauki - pewny, jest morderstwem. Natomiast zabicia embrionu - którego status osobowy pewny nie jest - nie należy zrównywać z morderstwem, lecz raczej z "narażaniem się na niebezpieczeństwo zabicia człowieka" (cytuję za "Quaestio de abortu procurato"). Mimo wszystko "narażenie się na zabicie człowieka" jest występkiem znacząco niższej rangi niż morderstwo z premedytacją. Odnosząc to do analogii łowieckiej: zabicie z premedytacją dorosłego człowieka to jak umyślne ustrzelenie kolegi na polowaniu, a aborcja embrionu - jak strzelenie do krzaka, w którym coś się rusza, ale nigdy (ani przed ani po wystrzale) nie dowiemy się, czy to akurat człowiek (a nie wiatr, odyniec czy cokolwiek innego). W świetle nauki Kościoła, z morderstwem mamy do czynienia wtedy i tylko wtedy, gdy świadomie, umyślnie (i "bezprawnie") odbieramy życie osobie; w przypadku zabijania embrionu - nawet, gdyby w rzeczywistości był on osobą (choć nie wiadomo, czy nią jest) - "świadomość/umyślność odbierania życia osobie" nie ma miejsca, gdyż zabijający zwyczajnie nie wie, czy embrion jest osobą (w dodatku zapewne zazwyczaj ludzie zabijające embrion nie wierzą/nie chcą wierzyć, że jest on osobą - co dodatkowo wyklucza świadomość/umyślność).
Kościół nie przyznaje embrionowi (pełni) praw osobowych: w świetle nauki Kościoła na (pełnoprawnej) osobie da się popełnić morderstwo, a na embrionie nie; na embrionie można najwyżej popełnić "narażenie się na niebezpieczeństwo zabicia człowieka".
To stanowisko Kościoła mimo wszystko ma 2 bardzo poważne wady:
(1) Argument z "Pierwszego Prawa Łowieckiego" jest logicznie kulawy, na podobnej zasadzie jak tzw. "Zakład Pascala". Szerzej wyjaśniłem to w niniejszym komentarzu:
http://blogrzeczpospolitej.salon24.pl/48364,index.html#comment_724723
(2) Istnieją bardzo poważne, powszechnie znane argumenty natury embriologiczno-logicznej, które w zasadzie pozwalają wykluczyć możliwość, że animacja ma miejsce w momencie zapłodnienia i że bruzdkujący zarodek jest osobą. Argumenty te przekonują teologów-zwolenników koncepcji "animacji opóźnionej", za to zwolennicy "animacji w momencie poczęcia" zwykle po prostu je ignorują, bo dobrej odpowiedzi na nie przedstawić nie potrafią. O niektórych z tych argumentów pisałem wielokrotnie (mam też zamiar napisać o nich większy referat), m.in. tutaj:
http://wierzejski.salon24.pl/83877,index.html#comment_1227346
http://wierzejski.salon24.pl/83995,index.html#comment_1229004
Patrz także: [7]
5. ANIMACJA W MOMENCIE ZAPŁODNIENIA vs. ANIMACJA OPÓŹNIONE
Niektórzy współcześni teologowie wprost sprzeciwiają się twierdzeniu o początku życia osobowego w momencie zapłodnienia i opowiadają za tzw. "animacją opóźnioną". Patrz np.:
"(...) Na podstawie faktu powstawania bliźniąt jednojajowych oraz chimer niektórzy filozofowie i teolodzy moraliści jak np. niemiecki filozof Franz Böckle, australijski filozof moralista Norman M. Ford czy polski tomista Tadeusz Ślipko opowiedzieli się za animacją opóźnioną do momentu, kiedy zygota staje się niepodzielną jednością, co ma się dokonać do 14 dnia. Przed tym czasem, zdaniem np. Fr. Böckle, mamy do czynienia jedynie z zarodkiem ludzkim, jako czymś co może stać się istotą osobową (ein mögliches personales Dasein)2. Podobnie pisze Normam M. Ford: „zygota to jeszcze nie ukształtowany człowiek jednostkowy. Gdyby to był już ukształtowany człowiek, to fakt powstania identycznego bliźniactwa zakładałby podział już istniejącej jednostki ludzkiej jako całości na dwie nowe jednostki. To zaś wydaje się niemożliwe”3. Jego zdaniem zygota w początkowych stadiach jest konglomeratem pojedynczych, oddzielonych od siebie komórek, z których każda jest ontologiczną jednostką, pozostającą w prostych związkach z pozostałymi komórkami. Dopiero wykształcenie się tzw. „smugi pierwotnej” czyni z tego konglomeratu zinduwidualizowany byt. (...)" [6]
6. KONCEPCJA ANIMACJI W MOMENCIE ZAPŁODNIENIA - PODŁOŻE I (wątpliwa) SPÓJNOŚĆ LOGICZNA
W świetle pewnych faktów, m.in. embriologicznych, lansowana przez cześć Kościoła oraz większość "obrońców życia" koncepcja początku życia osobowego w momencie zapłodnienia jest logicznie kulawa. [7]
Myślę, że upieranie się znacznej części katolików przy koncepcji animacji w momencie zapłodnienia jest efektem swoistej inercji katolickiej myśli teologicznej. Gdy koncepcja animacji w momencie poczęcia się rodziła, a więc w 17.-19. wieku, ludzka wiedza na temat embriologii była śladowa, a na temat biologii molekularnej - wręcz żadne. W owym czasie mogło się wydawać, że ludzkie ciało spełnia warunki bycia "domem dla duszy" od momentu zapłodnienia, gdyż zwyczajnie niewiele o tym ciele, jego funkcjonowaniu i rozwoju wówczas wiedziano. Jednak dziś wiemy na ten temat znacznie więcej, a to co wiemy nie bardzo współgra z koncepcją animacji w momencie zapłodnienia. Część teologów, np. ks. prof. Ślipko, jest tego świadoma; reszta zdaje się niewygodne fakty zwyczajnie ignorować. Ergo: koncepcja animacji w momencie poczęcia to relikt dawnej ignorancji, który z powodu - skądinąd typowej - inercji katolickiej filozofii trzyma się nadal, mimo że nasza ignorancja zanikła, odsłaniając kulawość tej koncepcji.
Zresztą, także dawniejsze koncepcje na temat początku ludzkiego życia osobowego wynikały z ówczesnej biologicznej ignorancji. Np. oparta na poglądach Arystotelesa opinia Augustyna i Tomasza, jakoby animacja zarodka męskiego następowała w 40., a żeńskiego w 90. dniu od poczęcia mogła wynikać z tego, że myśliciele ci nie zdawali sobie sprawy z istnienia komórki jajowej, więc wyobrażali sobie, że embrion w całości rozwija się z męskiego nasienia, a kobieta dostarcza mu jedynie "inkubatora"; jednak utożsamianie embrionu ze spermą oznaczałoby, że każda polucja jest poronieniem a masturbacja - aborcją, co mogło wywołać przekonanie, że sperma potrzebuje pewnego czasu, by rozwinąć się w zarodek zdolny do przyjęcia duszy. Za to przekonanie, o wcześniejszej animacji - rzekomo rozpoznawanej dzięki ruchom embrionu (Arystotelesowi wydawało się, że wtedy właśnie zaczyna wyczuwać ruchy płodu w macicy) - zarodka męskiego niż żeńskiego było efektem ówczesnego postrzegania kobiety jako "wybrakowanego mężczyzny", w dodatku mniej "energicznego".
Tak więc, jak widać, katolicka wiara dotycząca początku życia osobowego zawsze jakoś odbijała wiedzę na temat biologii ludzkiego rozwoju, jaka w danym czasie była dostępna. Problem polega na tym, że współczesna nauka Kościoła próbuje odbijać wiedzę zdezaktualizowaną już kilkadziesiąt lat temu...
7. ARGUMENTY Z NATURALNOŚCI
Odwoływanie się do takich pojęć jak "naturalność" i "normalność" - typowe dla katolickiej retoryki (vide chociażby koncepcja "prawa naturalnego") - a zwłaszcza łączenie ich z kwestiami normatywnymi/moralnymi (utożsamianie "jest z "powinno być"), generalnie jest beztreściowe/bezargumentacyjne, mętne, bełkotliwe, logicznie kulawe.
- Co to niby znaczy "naturalność" ("normalność")?
- Jak odróżnić "naturalne" od "nienaturalnego" ("normalne" od "nienormalnego")?
- Najważniejsze: co z tego, że coś jest "naturalne"/"nienaturalne" ("normalne"/"nienormalne")? Dlaczego rzeczy z etykietką "naturalne" ("normalne") mają być etycznie uprzywilejowane wobec rzeczy z etykietką "nienaturalne" ("nienormalne")?
Więcej o problemach z "argumentowaniem z naturalności/normalności" można przeczytać w Wikipedii. [8]
8. POWINNOŚCI KATOLICKIEJ WŁADZY
Twierdzenie, że katolicka władza, katoliccy parlamentarzyści powinni stanowić prawo uniemożliwiające - a przynajmniej utrudniające - obywatelom mordowanie dzieci nienarodzonych (via aborcja, IVF, selekcja przedimplantacyjna, generowanie hodowli embrionalnych komórek macierzystych itp.) opiera się na założeniu, że katolik ma religijny obowiązek aktywnego powstrzymywania innych ludzi przed grzeszeniem / odbierania okazji innym ludziom do popełniania grzechu. Jednak w oficjalnej nauce Kościoła trudno znaleźć taki wymóg - wprost jest zalecane jedynie "upominanie grzeszący", a nie ich czynne powstrzymywanie czy odbieranie im okazji do grzeszenia.
Tak więc, katolik nie ma obowiązku domagania się uchwalenia prawa uniemożliwiającego ludziom mordowanie dzieci nienarodzonych - katolik może zgodzić się na prawo do aborcji czy IVF (choć sam zabijanie dzieci nienarodzonych potępia), tak samo jak godzi się na prawo do cudzołóstwa czy jedzenia mięsa w piątek.
Za to gdyby poważnie i konsekwentnie zastosować postulaty obrońców życia odnośnie prawodawczych powinności katolickich polityków, to nieuchronnie musielibyśmy dojść do fundamentalistycznego teokratycznego totalitaryzmu - bowiem w takim wypadku konsekwentni katoliccy politycy powinni stanowić prawo zniechęcające/odbierające obywatelom okazję do popełniania JAKICHKOLWIEK grzechów, a więc penalizujące: antykoncepcji inną niż "naturalne metody planowania rodziny", innowierstwo/ateizm, bluźnierstwo i herezję, absencję w kościołach w niedziele i święta, unikanie corocznej spowiedzi, sprzedawanie/spożywanie mięsnych potraw w piątki, cudzołóstwo, masturbację, seks w związkach przed/poza małżeńskich, czynnegy homoseksualizmu, (próby) samobójstwa, uzależnienia (od papierosów, alkoholu, narkotyków), otyłość, kłamstwo, konflikty z rodzicami, "niecne uczucia" (gniew, zazdrość, pożądanie, lenistwo itp.) itd..
9. KONSEKWENCJA (wątpliwa) OBROŃCÓW ŻYCIA POCZĘTEGO - MORDOWANIE DZIECI NIENARODZONYCH A PRAWO DO "OBRONY KONIECZNEJ" I "WOJNY SPRAWIEDLIWEJ"
Gorliwi obrońcy życia często zawzięcie gardłują za (rozszerzonym) prawem do "obrony koniecznej", do swobodnego posiadania broni itp.. I prawa do tej obrony nie chcą ograniczyć jedynie do sytuacji w 100% pewnego zagrożenia życia, ale rozszerzać na jakąkolwiek napaść na osobę a nawet mienię. Tak więc niektórzy z nich chcą móc odstrzeliwać nawet np. gówniarzy, którzy przeskoczyli przez płot by kraść jabłka. Nie są też pacyfistami, więc dopominają się prawa do mordowania w obronie różnych abstrakcji, takich jak "Bóg, Honor, Ojczyzna", "wolność", "suwerenność", "tradycja", "sprawiedliwość", "przestrzeń życiowa", "interes narodowy" itp.. Przy czym pamiętać należy, że na wojnie giną nie tylko ochotnicy, ale przede wszystkim żołnierze obu stron zmuszeni przez władze do walki, personel wojskowy (panie siedzące przy telefonach i radarach, magazynierzy, kucharze, sprzątaczki, robotnicy w fabrykach zbrojeniowych...) i cywile. Poddanie się, spełnienie żądań napastnika, oddanie mu "abstrakcji" ocaliłoby życie tym wszystkim ludziom, którzy w większości o śmierć się nie prosili.
W przypadku niechcianej ciąży sytuacja jest analogiczna jak w przypadku napaści bandyckiej, złodziejskiej czy militarnej. Zarodek jest napastnikiem, skazującym kobietę - wbrew jej woli - na fizyczne, społeczno-towarzyskie i psychiczne niewygody i cierpienie związane z ciążą i porodem oraz (trwałe) deformacje jej ciała (że o przypadkach zagrożenia życia i zdrowia nie wspomnę). Dlaczegóż to kobieta nie miałaby mieć prawa do "obrony koniecznej"/"wojny sprawiedliwej" z prenatalnym bandytą?
Znaną ilustracją tego dylematu jest eksperyment myślowy z "nieprzytomnym skrzypkiem". [9]
- I co z tego, że "prenatalny bandyta" nie działa świadomie, z premedytacją? Czy zwolennicy "obrony koniecznej" i "wojny sprawiedliwej" nie opowiadają się za prawem do zabicia atakującego nas/nasz dobytek człowieka niepoczytalnego lub działającego pod wpływem substancji odurzających, czy do odstrzeliwania - w obronie "abstrakcji" - wrogich żołnierzy przymusowo pędzonych na front przez swoich przywódców?
- I co z tego, że "prenatalny bandyta" sam się na świat nie prosił, że jego "napaść" jest rezultatem ryzykownego/nieodpowiedzialnego zachowania jego matki-ofiary? Czy fakt, że ofiara jakoś sprowokowała napaść ma odbierać jej prawo do "obrony koniecznej"? Czy kobieta, która sprowokowała gwałciciela wyzywającym strojem, kokieteryjnym zachowaniem i "szlajaniem się po nocach" ma nie mieć prawa do zabicia go w samoobronie? Albo bogacz, który skusił złodzieja kłójąc go w oczy swoim wystawnym majątkiem?
Obrońcy życia często podkreślają, że chcą wychowywać obywatelki do "odpowiedzialności" odbierając im prawo do aborcji. Analogicznie mogliby jeszcze "wychowywać do odpowiedzialności" sprawców wypadków, palaczy i żarłoków, odmawiając im pomocy medycznej, albo górskich turystów i rodziców niedopilnowujących dzieci - odmawiając akcji poszukiwania zaginionych... Ponoszenie konsekwencji własnych czynów i odpowiedzialność, prawda?
10. ASYMETRIA POSTULATÓW PRO-LIFE I PRO-CHOICE
Kluczową różnicą między postulatami obrońców życia a postulatami zwolenników mordowania dzieci nienarodzonych jest ich asymetryczna dolegliwość dla przeciwników: dla obrońców życia prawo pro-aborcyjne jest mniej dolegliwe niż prawo anty-aborcyjne dla zwolenników wyboru. W pro-aborcyjnym państwie nikt nie zamierza nikogo zmuszać do przerywania ciąży, niczyja wolność nie jest ograniczana, podczas gdy w państwie anty-aborcyjnym - z definicji - ogranicza się wolność kobiet chcących pozbyć się niechcianej ciąży oraz lekarzy/naukowców chcących majstrować przy ludzkich embrionach.
Warto też zauważyć, że "główni zainteresowani" - czyli niechciane zarodki - z oczywistych względów w tym sporze się nie wypowiadają, żadnych praw się nie domagają, na nic się nie skarżą; wypowiadają się za nich ich samozwańczy obrońcy. Dlaczego ktokolwiek miałby się bardziej liczyć się z opiniami samozwańczych obrońców zarodków niż z opiniami np. samozwańczych (hinduskich) obrońców "świętych krów"?
PRZYPISY
[1] - http://jagiellonski.salon24.pl/89930,index.html
http://jagiellonski.salon24.pl/91839,index.html
[2] - http://babelstein.salon24.pl/104386,index.htmlhttp://babelstein.salon24.pl/107697,index.html
[3] - http://8e.devbio.com/article.php?id=162
[4] - "(...) By the time an ectopic pregnancy is diagnosed, the life of the pregnant mother is usually already in danger. If the Fallopian Tube is not already ruptured when the pregnancy is diagnosed, a person applies the principle of double effect to make a morally acceptable course of action. In this case, a person has two legitimate options: 1. Remove the entire Fallopian Tube or 2. Remove a portion of the tube at the site of implantation.
The side effect of any of these procedures is the death of the unborn child; yet this end is not the end which the mother or physician intends or chooses. Direct attacks on an unborn child are always forbidden, as in an elective abortion which intends the death of the child. If the death of a child was not the intended effect, an abortion would just be an early means of delivering a child. However, abortion is an evil means that attempts to bring about some good end, real or perceived. Therefore, shelling out the child from the damaged tube as a means of "medical" treatment is equivalent to an abortion, which is morally unacceptable. The death of the child would be the means of "medical" treatment.
If you allow and justify the direct killing of a pre-born child involved in an ectopic pregnancy, then you thereby justify other direct killings of pre-born children via other means. In contrast, removing part or all of the Fallopian Tube is not an abortion. These treatments are morally permissible because they meet all of the conditions of the principle of double effect. The morally good end which is directly sought is to save the life of the mother. That which is directly treated is the life-threatening damaged tissue of the tube; therefore, the child is not directly attacked. Removal of the damaged tube or a portion of the tube that contains the child is morally permissible, because the death of the child is an effect which may be foreseen, but it is unintentional. The good end of saving the mother's life is proportionate to the unintended evil side effect, that of the unborn child's death. [2] Further, because there are no other means by which the mother's life may be saved, the principal of necessity also applies. There are no other medical procedures that can save both mother and child."
http://www.cuf.org/FaithFacts/details_view.asp?ffID=56
[5] - http://www.nonpossumus.pl/encykliki/KNW/quaestio_de_abortu_procurato/III.php
[6] - http://www.cathseminary.ru/download/embrion.pdf
[7] - Streściłem to m.in. w niniejszym komentarzu:
http://nemczacz.salon24.pl/99452,index.html#comment_1437014
[8] - http://en.wikipedia.org/wiki/Naturalistic_fallacy
http://en.wikipedia.org/wiki/Moralistic_fallacy
http://en.wikipedia.org/wiki/Appeal_to_nature
http://en.wikipedia.org/wiki/Is-ought_problem
[9] - http://en.wikipedia.org/wiki/A_Defense_of_Abortion#The_Violinist
-
woodya
Pana wpis należy do debilnych i to z kilku powodów:
1. biskup jest uprawniony do nakazów dotyczących postepowania wiernych swej diecezji, acz (proszę porównać z uwagami w moim przedostatnim wpisie), nie może określać wszystkich rodzajów zachowania - znaczna ich część, poza jednoznacznie określonymi z racji następstw, pozostawiona winna być sumieniu i własnemu osądowi wyznawców. Wydaje się, że w odniesieniu do "in vitro" ta sytuacja ma miejsce.
2. kwestia kosztów. Ta kwestia była podnoszona. Brak jakigokolwiek usprawiedliwienia dla wymuszania płatności od osób nieakceptujących metody. Dodatkowo jest to właśnie krok w kierunku pozbawienia godności osoby ludzkiej; wszak jeśli się za coś płaci, to później można wymagać.
3. Kwestia "naturalności " ciąży w przypadku gwałtu i tp. sytuacji. Tu napiszę w ten sposób: (nawet jeśli jest Pan ateistą) - jeśli Natura zakłada określone warunki zaistnienia form życia, to wprowadzając element sztuczny zakłócamy porządek. Trudno i w zasadzie nie jest możliwym wykazanie na tym etapie wiedzy, jakie to konsekwencje może przynieść.
Być może niepłodność jest stanem organizmu, który wskazuje na negatywne konsekwencje posiadania potomstwa "z tej linii".
Wypunktowałem swoje najbardziej istotne zastrzeżenia. Ale i one są wystarczające, aby uznać jak na wstępie, że argumentacja artykułu jest debilna.
Pozdrawiam i życzę rozwoju.
-
Ad all, że tak powiem:
Quasi Wam wszystkim nastuka. On jest najpelszym psychiatrą w tym przybytku. Drżyjcie pacjenci!
Wazelina mi się skończyła.
-
Autor
Napisał pan ,że:
Kardynał Dziwisz stwierdził, iż "wszelkie formy zapłodnienia poza organizmem matki - zapłodnienia in vitro - są moralnie niegodziwe".
A następnie dodał Pan:
"Dla porządku - nie neguje prawa kardynała do głoszenia takich poglądów. Ma prawo nazywać moralnym niegodziwcem każdego kogo chce. "
Otóż pozwolę sobie zauważyć, iż dokonał pan zafałszowania sądu Kardynała.Kardynał żadnej osoby nie nazwał "niegodziwcem" ,jedynie pewne czyny osób nazwał niegodziwymi.
A to jest poważna różnica ontyczna.
Pański czyn wkładania w usta Kardynała słów niewypowiedzianych przez Niego uznam za niegodziwy, ale pana nie nazwę niegodziwcem.
Aby to zrozumieć o czym piszę, trzeba znać antropologię chrześcijańską, a dokładnie -personalizm chrześcijański. Przy pana wzburzeniu emocjonalnym, wątpię by była mozliwość rzeczowej wymiany zdań w tej arcyważnej kwestii.
A w kwestii całego postu: stanowisko Kardynała jest obowiązujące tylko dla każdego katolika,ewntualne wątpliwości lub nawet niezgoda ze strony katolików mają stosowne miejsce,czas i partnerów do dialogu, o czym Pan chyba nie wie.
-
Eine - tu nie o nauczania kościoła chodzi
Mój post nie dotyczy tego czy nauczania kościoła w tej sprawie jest słuszne czy nie. Nie o to tutaj chodzi. Moje oburzenie dotyczy tego iż jeden z kardynałów jednego z kościołów chce doprowadzić do tego aby w całym państwie obowiązywało prawo dotykające wszystkich - wierzących i niewierzących - bazując na takich czy innych zasadach tego kościoła. To jest po prostu niedopuszczalne w demokratycznym państwie.
Pisze Pan że słowa kardynała są obowiązujące tylko dla katolików - i to jest w porządku. Tylko po co presja na sejm aby uchwalił taką a nie inną ustawę?
A co do "niegodziwości". Dla mnie nie da się moralnie uzasadnić stanowiska w tej sprawie, jest niegodziwe i okrutne. Ale to jest mój pogląd i nie będę dążył do uchwalnie ustawy która wprowadzi obwiązkowe in-vitro dla każdej pary z niepłodnością. Bo zakazywanie lub nakzywanie czegokolwiek w tej sprawie byłoby/jest po prostu niegodziwe.
-
krzysz
Raz jeszcze powtórze - Dziwisz, kościół, dowolny kościół czy hierarcha każdego innego kościoła - ma prawa a i pewnie obowiązek aby mówić co sądzi o in vitro czy rozwodach.
Tyle że czym innym jest zmuszanie Sejmu aby jego poglądy na tego rodzaju sprawy utrwalał ustawą.
Wartu tu wskazać na zasadniczą słabość argumentów kościoła w starciu z jego krtykami w takich sprawa jak związki gejów czy in-vitro. Kościół dążąc do wprowadzania ustawowych zakazów łamie podastawowe prawo demokracji polegające na poszanowaniu praw (i samego faktu istnienie) innych grup, poglądów czy mniejszości. Chce swój pogląd narzucić i czegoś prawnie zakazać. A jego krytycy chcą tylko wprowadzic MOŻLIWOŚĆ in-vitro. Nie chcą nikogo do tego zmuszać.
Pan uważa - jak rozumiem - że rozwód to niegodziwość. Ok. I Pan nigdy nie weźmnie rozwodu. Ale do tego aby Pan - w zgodzie ze swoimi poglądami - nie wźiął nigdy rozwodu nie potrzeba jakiejś specjalnej ustawy. Analogicznie ma sie sprawa z in vitro czy związkami gejów. Jak jakis gej jest katolikiem to wystarczy mu tylko napomnienie ze strony Kościoła aby niw tworzyć związków z innym gejem - ustawa dotykajaca całego kraju nie jest tu potrzebna
Ostatnie notki
-
Moralna niegodziwość kardynała Dziwisza
Kardynał Dziwisz stwierdził, iż "wszelkie formy zapłodnienia poza organizmem matki - zapłodnienia in vitro - są...
28.12.2008 21:43 29 -
Semka w RZ: Pogrzeb PiS część 2
Dziś kolejny artykuł o pogrzebie PiSu w Rzepie. Tym razem głos zabrał Semka. Pierwszą myślą jaka mnie naszła jak go...
20.12.2008 13:15 9 -
Pacewicz v Rymanowski: Czy wszystko jest takie oczywiste?
Rozgorzał spór między Pacewiczem z GW a TVN w kwestii tego czy należy się nagroda red Rymanowskiemu. Tzw....
19.12.2008 18:27 4
Moje ostatnie komentarze
-
Polecam lekturę ich wyników finansowych, Orlen i Lotos są szejkami bez ropy bo nie mają...
06.06.2009 11:34
-
Obaj panowie byli dwoma rycerzami w walce z "odchyleniami Balecrowiczowskimi". Caly...
23.02.2009 09:25
-
"odpisywali umowy na dostawy gazu z fikcyjnymi przedsiębiorstwami zakładanymi...
29.12.2008 11:10
-
Rzecz w tym że Balcerowicz ma racje, problem jest jednak w tym że słucha się go...
15.02.2009 15:45
-
Faktem jest że nikt nam nie będzie pożyczał tylko po to aby rząd mógł sfinansować...
15.02.2009 14:32
Aktywne dyskusje
-
Moralna niegodziwość kardynała Dziwisza
komentarze: 29ostatnio: WOODYA
-
Semka w RZ: Pogrzeb PiS część 2
komentarze: 9ostatnio: BRYGIDA
-
Pacewicz v Rymanowski: Czy wszystko jest takie oczywiste?
komentarze: 4ostatnio: BLUNDERBUSS
-
Kaczyński: Stracona szansa na władzę (Ziemkiewicz w Rzepie)
komentarze: 23ostatnio: PYZOL
-
Gilowska: czyli jak uciec od odpowiedzialności za własne błędy
komentarze: 57ostatnio: MICHAŁ SKRZETLEWSKI
Archiwum postów
| « | Luty 2012 | |||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | ||
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | ||||


Też się oburzyłem w pierwszej chwili. Ale potem zrozumiałem, że to dobrze. Trzeba nagłaśniać takie wypowiedzi jak najszerzej. Tu nawet nie trzeba nic tłumaczyć - moralna obrzydliwość kardynała widoczna jak na dłoni.